Autor: mgr Tomasz Łakomski

Kiedy uczyłem się języka angielskiego w szkole, dość częstą praktyką było ‚lecenie z książką’. Wiedzieliśmy, że mamy do zrealizowania podręcznik, czas gonił, analizowaliśmy więc kolejne etapy, rozdziały z książki, przy większej lub mniejszej świadomości jak wzbogaca nas to językowo. Na pytanie gdzie jesteśmy w książce znaliśmy odpowiedź, czego się ostatnio nauczyliśmy, no z tym było już gorzej. Często bywało tak, że uczący się w ogóle nie byli świadomi po co w zajęciach uczestniczyli, czego się mieli nauczyć, jak mogli nową wiedzę wykorzystać w praktyce. Jeśli nauczyciel po prostu otwiera książkę i realizuje następny unit, robi wraz z uczącymi się kolejne ćwiczenia, puszcza w odpowiednim momencie taśmę, pisze coś na tablicy, bo tak nakazuje książka nauczyciela, sprawdza czy uczniowie dobrze odpowiedzieli na pytania do czytanki, to to jest ‚lecenie z książką’. Nauczanie języka to wszystko co wymieniłem ALE przy bezwzględnej świadomości i obserwacji ze strony nauczyciela jak uczący się ‚dolepiają’ nowe rzeczy do starych i jak potrafią ową całość użyć w praktyce. Zasadnym jest ćwiczenie na zajęciach któregoś z czasów gramatycznych ale tylko wtedy jeśli uczący się i nauczyciel wspólnie odkrywają jak mogą skorzystać z owego czasu w praktyce, jak usprawni on ich umiejętności komunikacyjne. Nauczyciel powinien spojrzeć na materiał, na którym konstruowane są zajęcia, oczyma uczącego się i ocenić jakim trudnością będzie musiał stawić czoła. Nauczyciel powinien, zanim zajęcia przeprowadzi, odbyć je myślowo z perspektywy uczącego się. Ta podróż pozwoli mu dotrzeć do celu efektywnych zajęć, do którego to celu powinien uczących się w trakcie trwania zajęć zaprowadzić. Jeśli nauczyciel nie odbędzie owej wycieczki, jako uczeń, przed zajęciami, nie ma gwarancji że będzie wiedział jak doprowadzić uczących się do celów zajęć. Tą kwestię można by porównać do sytuacji w której doświadczony przewodnik górski musi przeprowadzić niedoświadczonych wędrowców prze trudny szlak w górach. Jeśli założy on, że wędrowcy w lot łapać będą jego intencje, że w cudowny sposób będą unikać niebezpieczeństw, że będą widzieli sami z siebie jak w kolejnych etapach postępować, to może się okazać , iż dotrze do celu wyprawy sam. Podobnie nauczyciel który nie spojrzy na materiał na zajęcia oczyma uczących się, nie wytyczy uczącym się szlaku do celu udanych zajęć, ale jednocześnie nie będzie ich prowadził za rękę obserwując czy ktoś na danym etapie nie odpadł to może sam osiągnąć cele zajęć, bez uczących się, którzy pogubią się gdzieś w trakcie. Zdaniem Grell (1974 p131), na którego powołuje się Appel (1995), nauczyciele dość często postrzegają swoją pracę, nauczanie, w kategoriach swoich własnych intencji, planów, a nie w kategoriach, jakie zmiany te starannie przemyślane zajęcia wywrą na uczących się. Buber (1986 [1953] pp43-4), na którego powołuje się Appel (1995), twierdzi, że nauczyciele powinni ‚experience the other side’ – poczuć jak to jest z drugiej strony, ze strony uczącego się, jak oni postrzegają materiał do nauki a także co dzieje się w klasie. Staje się to możliwe kiedy nauczyciele porzucą swoją rolę nauczyciela i poczują co dzieje się w klasie z perspektywy uczących się. Spojrzenie, twierdzi Buber, na to co się dzieje w klasie z innej perspektywy, nie tylko nauczyciela, jest nieodzowne. (Rogers 1990 [1967] p 310, na którego powołuje się Appel (1995), określa to spojrzenie na proces uczenia się z perspektywy uczącego się jak Empathic understanding -(empatyczne zrozumienie) które to dalej opisuje jako umiejętność nauczyciela do zrozumienia reakcji studentów z ich perspektywy, od środka, ich wnętrza. W myśl ’empathic understanding’ nauczyciel posiada wyczucie które umożliwia mu postrzeganie procesów edukacyjnych zachodzących w klasie w ujęciu w którym jawi się ono uczącym się, potrafi poczuć co czują uczący się. Ważnym jest więc, aby nauczyciel nie tylko pomyślał jak procesy edukacyjne przebiegające w klasie jawią się uczącym się, nie tylko starał się sobie to wyobrazić ale powinien tego doświadczyć, jak napisałem wcześniej, uczestniczyć w zajęciach nie tylko jako nauczyciel ale także jako uczeń. Tylko takie spojrzenie na cały proces edukacyjny zagwarantuje że role nauczyciela i uczących się zaczną się zazębiać i w efekcie wytworzą mechanizm który będzie napędzał machinę zwaną ‚chłonięcie języka obcego’. Bardzo często nauczyciel po prostu zajęcia przeprowadza zgodnie z planem, pozornie są to zajęcia udane, w końcu odbywają się zgodnie z planem, tyle że efektów nauczania na uczących się nie ma albo są mierne i przypadkowe.

Na koniec przychodzi mi na myśl pewna anegdota w której lekarz stwierdza, że operacja udała się tylko pacjent nie przeżył. Nawet najlepiej przygotowane zajęcia, nie uwzględniające czynnika ludzkiego, tego jaki efekt zajęcia wywierają na uczącym się, jaki efekt na uczącym się pozostawią, są tylko dobrze przygotowanymi zajęciami. Parafrazując sytuację z lekarzem, zajęcia udały się tylko uczący się, nic się nie nauczył. Jeśli przełożymy powyższe rozważania na łona klasy to dobry nauczyciel to ten który przed zajęciami zapoznaje uczących się z planem zajęć, mówiąc jaki są założenia i cele zajęć, a także jak do owych celów dotrzeć i jakie problemy mogą pojawić się w trakcie. Na tym jednak nie koniec, nauczyciel powinien także uzmysłowić uczącym się jak zajęcia wzbogacą ich językowo. Żeby wreszcie współpraca w klasie rzeczywiście miała miejsce nauczyciel powinien cały czas nadzorować przebieg wydarzeń w klasie, porzucając czasami swoją rolę i spoglądając na materiał oczami uczących się. Dobrzy uczący się to tacy którzy chętnie przyjmują wyzwania na zajęcia przedstawione przez nauczyciela, będą za nim podążać w kierunku osiągnięcia celów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *